wtorek, 27 marca 2018

W samo serce - "Nie ma drugiej takiej"

Znalezione obrazy dla zapytania nie ma drugiej takiej
Kolejna produkcja Netflixa za mną, czyli "Nie ma drugiej takiej". Ostatnio dosyć często oglądam dramaty, romanse i takie, takie. Nie patrzcie na mnie! To wina klaczy! Pokrótce: dwoje młodych, kochających się od dzieciństwa ludzi, otrzymuje cios - ona jest chora na raka. I tu sie zaczyna prawdziwa historia - Abbie zaczyna szukać kobiety dla swojego niedoświadczonego w randkowaniu faceta. on nie może się pogodzić z całą sytuacją, ona walczy ot o, aby zostawić jak najwięcej po sobie. W ten sposób ich miłość zostaje wystawiona na największą próbę. 
Rozkładając ten film na czynniki pierwsze, wydaje się być schematyczną (chociaż tu został zastosowany niejako mechanizm odwrócony), szablonową historią rodem z "Love Story". Mamy obraz niemal idealnej pary, której los płata okrutnego figla. Przecież takich filmów było mnóstwo! Dlaczego zatem wycisnął łzy z tak gruboskórnego zwierzęcia jak ja? Może dlatego, że jest szczery i cytując klasyka, mówi jak jest. Może nie przedstawia jakoś szczególnie obrazowo tragicznej walki z nowotworem (to mój największy zarzut i mankament tej produkcji - walka z tak straszliwą chorobą jest zdecydowanie zbyt cukierkowa), ale w innych aspektach daje radę. Przede wszystkim świetnie "wchodzi do głów" bohaterów - mamy tu obraz psychiki chorej, jej matki i ukochanego, czy też ludzi z grupy wsparcia. Każdy inaczej radzi sobie ze swoją tragedią. Twórcy w świetny sposób, ze w głębi duszy każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu, jest egoistą. Dopiero jak tego egoizmu się pozbędziemy, to dopiero zdołamy odejść na swoich warunkach. Skupia się bowiem na czymś innym - sztuce odchodzenia i pożegnania z ukochanym. 
Całą robotę zrobiła tu dwójka głównych bohaterów, granych przez Gugu Mbatha-Raw ( i Michela Huismana - grają bez zbędnego cukru-pudru, tak, jakby rzeczywiście byli parą, tylko taką prawdziwą, z krwi i kości, mająca wzloty i upadki. Całość okrasza stary, ale jary Christopher Walken, który gra... tak jakby siebie. Mistrz. 
Podsumowując - do mnie film "Nie ma drugiej takiej" trafił, jak żaden inny wyciskacz łez w ostatnim czasie. Nie wiem, czy sprawdzi się na was, ale może warto spróbować? Może chociażby dla samego Walkena? Mistrzowi nie zostało chyba już wiele ról...
Końska ocena: 7,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz