
Mieliście kiedyś wrażenie, że oglądacie naprawdę dobrze zrobiony film, do którego trudno się przyczepić, ale... czegoś w nim i tak brakuje? Ja tak miałem podczas sensu Pełni życia. Pozornie wszystko jest tutaj na miejscu - dobrze dobrani aktorzy, mocna, wzruszająca historia i piękne kadry. Początkowo również i tempo filmu jest poprawne - akcja płynie wartko (zwiastun przedstawiony jest w pierwszych 10 minutach), a my przechodzimy o kilku minutach do sedna historii. W pewnym momencie, po jakiejś godzinie, zacząłem jednak sobie coś uświadamiać - nie czuję żadnej więzi z bohaterami. A, ze jestem koniem uczciwym i sentymentalnym, to urodziły się we mnie pytania: czy jestem niewrażliwym sukinsynem, czy może złym koniem? Jak ta istoria moze mnie nie wzruszać?! Podumałem i zrozumiałem - Pełnia życia jest filmem po prostu niezbyt dobrze napisanym i kiepsko poprowadzonym.
Oparta na prawdziwej historii opowieść Robina Cavendisha (Andrew Garfield), którego dotyka straszliwa choroba, polio, jest powierzchowną, momentami poruszającą opowieścią o woli życia, dramatycznej walce o wolność wyboru. Do pewnego momentu, jak wspominałem, produkcję Andy'ego Serkisa (tak, to ten od Golluma) ogląda się dobrze. W momencie, gdy jednak dochodzi do scen, które powinny być kulminacyjne, łzy jakoś nie lecą. O zgrozo, w pewnym momencie zacząłęm patrzeć w zegarek... Chciałoby się wykrzyczeć: kto jest temu winny!? Moim zdaniem przede wszystkim twórcy scenariusza, oraz sam reżyser, którzy nie wykorzystali potencjału, jaki drzemał w materiale źródłowym. Przez cały film widzowi trudno jest bowiem wejść w prawdziwą motywację bohaterów, ich uczucia i myśli. Ja na przykład nie mam pojęcia dlaczego Diana, grana przez Claire Foy podejmuje taką drogę życia, a nie inną. Nie dostrzegłem ogromu miłości, jakim darzy sparaliżowanego męża. Nie chcę potępiać twórców i ganić jakoś usilnie, jest przecież kilka bardzo dobrych scen, jak ta w której pies wyrywa wtyczkę z prądu, albo kiedy Robin przemawia na sympozjum. To jest jednak zdecydowanie zbyt mało. Bohaterowie, pozornie pełni wigoru, zacięcia i woli walki, są całkowicie papierowi. Nie zmienia nawet tego dobra gra aktorska duetu Foy & Garfield. Przez to Pełnia życia w moich oczach jawi się bardziej, jako ulotka z prośbą o przekazanie 1% podatku na rzecz chorego, niż głęboki, oparty na faktach dramat, dzięki któremu pojmiemy złożoność życia osoby niepełnosprawnej i jej bliskich.
Film Andy'ego Serkisa to poprawne kino, które nie porywa. Dobra gra aktorska, dbałość o detale i realizację, nie rekompensują braku tego, co próbuje afirmować sama historia Robina Cavendisha - życia. Nie ma w nim jego, ani też głębi i siły, a to jest przecież najważniejsze w tego rodzaju historiach.
Końska ocena: 6/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz