Centurion (2010), reż. Neil Marshall

Film Neila Marshala posiada jeden ogromny atut - warstwę wizualną. Rzeczywiście, zarówno zdjęcia, jak też dekoracje, kostiumy i plenery są dobrane bardzo dobrze. Oddają klimat zamierzchłych czasów i surowość tamtego świata. Całość obrazu utrzymana jest w chłodnych szarościach, reżyser popisuje się swoim wprawnym okiem przedstawiając nam niesamowite ujęcia przestrzeni i brutalne sceny walk. To właśnie bitwy są ukoronowaniem wizualnej strony filmu i one trafiły w koński gust. Niestety pozostałe elementy, czyli scenariusz, prowadzenie bohaterów, czy tempo akcji kuleją dosyć mocno. Nie zmienia tego nawet obecność kilku naprawdę dobrych aktorów w obsadzie. Michael Fassbender wcielający się w główną postać jest kompletnie wyrwany z kontekstu, jego motywacja jest przynajmniej dziwna, a sam aktor jakby się męczy odgrywając rolę centuriona Quintusa. Olga Kurylenko, jako piktyjska tropicielka jest bardzo kiczowata. A potencjał w jej bohaterce był ogromny. Całość cierpi na brak jednego, potężnego "złola", który powiązałby całość. Dobrze natomiast wypadają bohaterowie drugoplanowi, ze znanym z Gry o Tron Liamem Cunnighamem na czele. Sama historia składa się z bardzo poszarpanych, naciągniętych wątków i małych historii, które nie splatają się ze sobą w jakąś logiczną całość. No i ta wielka pochwała Rzymu, który przecież, bądź co bądź, najechał tych "złych" Piktów i podbił, a tutaj przedstawiony jest w samych superlatywach.
Podsumowując - szkoda potencjału. Ale, jako że, nieumiejętnie parafrazując przysłowie, szkoda jest jak koń w zagon wejdzie, to mimo wszystko uważam, ze Centurion jest filmem do obejrzenia. Na raz, ale mimo wszystko. Warto to zrobić chociażby dla wspomnianej warstwy wizualnej. Jeżeli jesteście fanami Gladiatora, to nie zachwycicie się nim, bo film pomimo tego, że mocno nawiązuje do dzieła Ridleya Scotta, to jednak nie przystaje do jego ligi.
Końska ocena: 6/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz