Przyznam się bez bata - Spider-Man jest jednym z moich ulubionych bohaterów komiksowych. Ma w sobie element zwierzęcy, który mnie zawsze, niejako z natury, bardzo pociąga. Dosyć dużo obiecywałem sobie po Tomie Hollandzie, oglądając Wojnę Bohaterów. Miałem też i swoje obawy. I wiecie co? Wydarzyła się dziwna rzecz... Okazało się, że Homecoming jest całkiem dobrym filmem - zdał egzamin fana i sprawił dużo przyjemności, ale... potwierdził też niektóre moje obawy.
Od początku widać, że twórcy nowego Spider-Mana mocno przemyśleli i dobrze zinterpretowali postać Człowieka-Pająka. Jest bliska komiksowemu wzorowi i świeża. Na całe szczęście oszczędzono nam kolejną łzawą scenę śmierci wujka Bena i moment ugryzienia Petera Parkera. Zamiast tego poznajemy historię zwykłych ludzi, pracowników firmy budowlanej, którzy muszą sprzątać po Avengersach i oglądamy nagranie Pete'a z bitwy w Berlinie. Bardzo podobało mi się takie podejście do tematu i wejście w film. Zwiastowało naprawdę coś nowego i przełomowego. Później, niestety, niektóre marvelowskie klisze zaczęły się powtarzać, ale to chyba jest nieuniknione w kinie superbohaterskim, skierowanym głównie do młodych widzów. Dlatego teraz, jako dojrzały (sic!) koń, trochę ponarzekam na film Jona Wattsa, a dopiero potem pochwalę.

Moim największym zarzutem wobec najnowszej produkcji Marvela jest jej przewidywalność. Każdy element i etap przedstawionej na ekranie historii da się przewidzieć. Serio. Muszę też przyznać, że piskliwy głos i naiwność Toma Hollanda, który nomen-omen pasuje do swojej roli, są znośne przez pierwszą godzinę, ale potem stają się trochę irytujące. Nie podobał mi się też motyw Iron-Mana, który wydaje mi się wplatany nieco na siłę, a szczególnie ostatnia z nim scena jest wciśnięta zupełnie bez pomysłu. Wolę chyba jednak pajączka bez tej całej otoczki avengersowej. Niestety postacie drugo i trzecioplanowe (oprócz kapitalnego Neda) nie wnoszą też zbyt wiele do całości.
Zanim się jednak zasmucicie tymi wszystkimi wadami, spieszę ze sprostowaniem! Wszystko to, co napisałem, nie zmienia faktu, że Spider-Man: Homecoming jest filmem, który chyba jest najlepiej dopracowanym ze wszystkich, który powstały o przygodach Petera Parkera - zarówno efekty, jak i czarny charakter, grany przez Michaela Keatona, są naprawdę przekonujące. Jak na produkcję Marvela, która ma problem z konkretnymi villainami, to jest duże zaskoczenie in plus. Tempo filmu również jest dobre, a narracja i historia, pomimo wad, wciągają. Reasumując, jest nieźle. Nie wybitnie, ale dobrze i całkiem przemyślanie.
Spider-Man: Homecoming na bank was nie rozczaruje. Może nie olśni i nie zszokuje, bo w końcu film, w którym tylko jeden twist jest zaskakujący i gdzie prawie całość fabuły zdradziły zwiastuny, nie może może tego zrobić, ale z pewnością rozbawi i odpręży. Jest dobrą propozycją dla każdego fana komiksowej postaci Człowieka-Pająka i nie tylko. A przede wszystkim jest solidnie zrealizowanym blockbusterem, który spełni swoje podstawowe zadanie - przywabi widzów młodego pokolenia, którzy odnajdą w bohaterze granym przez Toma Hollanda samych siebie.
Końska ocena: 7/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz