piątek, 7 kwietnia 2017

Nie szata zdobi... Bestię - "Piękna i Bestia"

"Piękna i Bestia" (2017), reż. Bill Condon

Znalezione obrazy dla zapytania piękna i bestia

Wiecie już dobrze, że jeżeli chodzi o przerabianie klasyków, to jestem sceptykiem. Mało to na świecie ciekawych historii i bohaterów? Nie lubię, gdy sztuka bezmyślnie goni własny ogon. Chociaż źle mówię, nie bezmyślnie, tylko z premedytacją. Ileż mamy przykładów tego typu skoków na kasę, kiedy producenci świadomi miłości fanów, bezdusznie zakatowali kultowe filmy? Większość tego typu prób kończyła artystyczną klapą. Pieniądze jednak spływały. I tu pies pogrzebany. Na szczęście "Piękna i Bestia" jest wyjątkiem od tej reguły - muszę przyznać, że moje końskie serce jest w pełni pokrzepione po obejrzeniu aktorskiej wersji animacji Disneya z 1990 roku. Animacji, na której się wychowałem.

Znalezione obrazy dla zapytania beauty and the beast rose

Film Billa Condona nie jest baśnią idealną. Zdarzają się w nim niepotrzebne skróty i potknięcia. Początek, w stosunku do finału, jest nieco zbyt rozśpiewany, trochę nieudolnie skomponowany i wydłużony. Sama motywacja miłości głównych bohaterów jest często wątpliwa, a Emma Watson na początku nieco irytuje. Jednak to jest właśnie urok baśni - albo się mu ulega, albo też nie. Ja mu, od pewnego momentu, uległem całkowicie, bo pomimo tych wszystkich uchybień, całość doskonale uchwyciła klimat tej historii "starej jak świat". Zwyczajnie uwierzyłem Billowi Condonowi. Dlaczego? Już spieszę z wyjaśnieniami!

Znalezione obrazy dla zapytania beauty and the beast furniture

Po pierwsze warstwa i wizualna i dźwiękowa - począwszy od wspaniałej muzyki i niesamowitej scenografii, po (co ważne) przekonujące nawet tak marudnych wierzchowców jak ja efekty specjalne. Wszystkie te elementy są niezwykle precyzyjnie skomponowane i wyważone. Bestia może mniej straszy, niż ta z animacji znanej mi z lat źrebięcych, ale nadrabia w innych aspektach - małych grymasach, humorkach i osobowości. Jest to całkiem zgrabnie napisana postać. Zachwycają za to bohaterowie drugoplanowi - Pani Imbryk i jej syn, Płomyk, Trybik, Maurycy i Le Fou. Gaston jest trochę przerysowany, ale taki w sumie ma być. To w końcu jednoznacznie czarny charakter. Wszyscy wymienieni powyżej bohaterowie są przekonujący i prawdziwi (chociaż większość z nich przez niemal cały film skrywa się pod warstwą CGI). Może niektóre elementy (początkowa "odmienność" Belli, motyw paryski), są nieco na siłę wpychane w fabułę, ale ja całkowicie na nie przymknąłem oko. Patrząc na stadko, z którym byłem w kinie, sądzę, że nie tylko mi się to przytrafiło.

Znalezione obrazy dla zapytania beauty and the beast

"Piękna i Bestia" to historia stara jak świat. Nie jest łatwo do takiej wrócić z sukcesem. Tym razem Disneyowi się to udało, a Bill Condon, jakby naprzeciw moim obawom, udowodnił że umiejętne sięganie po klasykę ma swój sens. Trzeba do tego jednak wrażliwości, reżyserskiego oka i niebagatelnej... ilości dolarów. W końcu Bestia był bogatym księciem, tak? :)

Końska ocena: 8/10

P.S.
Eh... dobrze, napiszę o tym, chociaż do końca planowałem, że tego nie zrobię. Chodzi mi oczywiście o kontrowersyjny wątek homoseksualny. Powiem krótko: tyle w nim "kontrowersyjności", ile kot napłakał. Motyw ten jest tak delikatny i subtelnie wpleciony w całość, że cała burza wokół niego jest dla mnie przynajmniej niezrozumiała. Stąd mój prosty, koński apel do wszystkich urażonych: nie róbmy burzy w szklance wody i przejdźmy w końcu z tematyką homoseksualną do normalności. Każdy ma prawo decydować o sobie!

2 komentarze:

  1. Emma Stone? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, już poprawione. Panna Watson pewnie byłaby urażona, Sherlocku.

      Usuń