wtorek, 21 marca 2017

Artykuł: Śmierć superbohatera?

Znalezione obrazy dla zapytania śmierć kapitana ameryki

Śmierć Kapitana Ameryki! Taka informacja obiegła ostatnio cały świat filmowy. Okazuje się, że Chris Evans pozostanie przy postaci Steve'a Rogersa jeszcze tylko na dwa filmy. Potem koniec. Ktoś po nim odziedziczy tarczę i strój. Brzmi trochę jak abstrakcja? Dla niektórych pewnie tak. Sytuacja ta jest moim zdaniem niezwykle ważna dla całego kina. Potwierdziła też moje wcześniejsze obawy i przemyślenia. Już od dłuższego czasu siedzę spokojnie w stajence, skrobię się kopytkiem po głowie i zastanawiam w jakim kierunku podąży kino superbohaterskie. Co z tego kombinowania wynika? Otóż coraz częściej dochodzę do wniosku, że może ono podzielić losy westernu, czy też musicali, a to znaczy zniknąć z piedestału i przejść do drugiego, a nawet trzeciego rzędu widowisk, raz po raz wyciąganych z lamusa, ale tylko na zasadzie melancholijnego wspomnienia i gry konwencją (patrz "La La Land"). Symptomów potwierdzających moje przypuszczenia jest całkiem sporo. Spróbuję w prosty sposób je przedstawić i omówić. Gotowi? To lecimy!

Znalezione obrazy dla zapytania batman keaton

Filmowe Uniwersum Marvela różni się zdecydowanie od tego komiksowego. Nie żebym był jakimś wielkim specjalistą w dziedzinie komiksów (w końcu jestem tylko koniem), ale jestem świadomy tego, że rolę Kapitana Ameryki po śmierci Steve'a Rogersa przejmowali Zimowy Żołnierz, czy Falcon. Po drugiej stronie barykady, czyli w DC, gdy Bruce Wayne odłożył kostium Człowieka-Nietoperza, odziedziczył go po nim Dick Grayson, potem Jason Todd. Jest to zjawisko dosyć normalne w świecie komiksowych superbohaterów. Ważny jest tutaj symbol, ikona, niekoniecznie ten, kto skrywa się pod maską. 

Sprawa bardziej komplikuje się w momencie, gdy przechodzimy na poletko filmowe. Widzom dosyć trudno jest zaakceptować zmiany obsadowe herosów. Producenci i twórcy mają tego świadomość, dlatego wolą podjąć się odświeżenia serii, ukazania historii bohatera od nowa, zamiast karkołomnego mierzenia się z legendą. Problem polega na tym, że nie można wracać do tej samej historii w nieskończoność. Dlaczego? Oto dowody: "Batman" Tima Burtona był pierwszą produkcją w historii gatunku, która udowodniła, że można robić filmy superbohaterskie na najwyższym poziomie estetycznym. Kiedy w latach 90. nastąpił niespodziewany krok w tył i wydawało się, że wraz z "Batman Forever" i "Batman i Robin" takie kino upada, nagle na początku nowego milenium przeszło ono pewnego rodzaju reinkarnację - powstał "Spiderman" Sama Raimiego, "Mroczny Rycerz" Chrisa Nolana, "X-Meni", a później całe uniwersum Marvela. Gatunek osiągnął szczyt, zarówno pod względem jakości, jak i wyników Box Office. Na czym polega więc problem? Otóż historia kina udowadnia, że jeden rodzaj filmów nie może nieustannie dominować na świecie, a sukces bohaterów na początku XXI wieku wynikał z niezaspokojenia potrzeb w latach 90. i przez to uczucia braku przesytu. Wyjaśnię to jeszcze w dalszej części tekstu.

Znalezione obrazy dla zapytania joker

Nie bez powodu podałem na początku artykułu przykłady musicali i westernów. Oba gatunki nadawały ton kinu amerykańskiemu w latach 40. 50 i 60. Osiągnęły szczyt swoich możliwości, zbudowały pomnik i ikonę, a w końcu... same zaczęły je podkopywać. Szczególnie widać to na przykładzie westernu, który ewoluował z pochwały Dzikiego Zachodu, w stronę krytyki dawnych bohaterów. Powstawały najpierw antywesterny, potem filmy rewizjonistyczne, które przynosiły już zdecydowanie mniejsze dochody. Dzisiaj gatunek praktycznie nie istnieje - pojawia się tylko na zasadzie kaprysu, żartu takich twórców, jak Tarantino. A zaczęło się od zwykłej krytyki u samej podstawy legendy kowbojskiej.

Czy tego samego zjawiska nie obserwujemy obecnie w kinie superbohaterskim? Zacnzijmy od Marvela. "Wojna bohaterów" zarysowała już konflikt między Iron Manem i Kapitanem, w którym nie ma jednoznacznej racji. Sam Tony Stark krytykuje ideę Avengersów, nad którymi nie ma kontroli. Po drugiej stronie mamy Steve'a Rogersa, walczącego o coś nieuchwtnego, niemal mitycznego. Trudno obu odbierać racji. Kto bowiem obroni ziemię przed zagrożeniem przekraczającym ludzkie możliwości i jednocześnie zapanuje nad takim Hulkiem?

Co tymczasem dzieje się w DC? Oni na siłę próbują dogonić rywali z Marvela. Batman w BvS (o zgrozo!) jest zgnuśniałym facetem z manią depresyjną, w dodatku podatnym na trywialną manipulację. W obydwu uniwersach herosi ukazują nam swoje wady, słabości, a nawet mroczną stronę  osobowości. Podobnie jak w przypadku westernu, na pierwszy plan zaczynają wychodzić antybohaterowie (Deadpool, Harley Quinn), z którymi zaczynamy sympatyzować. "Legion samobójców" jest tym, czym stał się Clint Eastwood w trylogii dolarowej - kimś jednocześnie dobrym, złym i brzydkim. Nie wydaje się wam to znajome?

Znalezione obrazy dla zapytania deadpool

Kolejnym dowodem na przemijanie wielkości kina superbohaterskiego, są... sami widzowie. Gdyby dziesięć lat temu powstały wspomniane "BvS", czy "Legion samobójców", to (jestem w stanie postawić na to moją prawą podkowę) odniosłyby one niebagatelny sukces. I to na każdej płaszczyźnie. Tymczasem skończyło się, w większości, na mieszanych recenzjach, rozczarowaniu fanów i zwykłych kinomanów. Co poszło nie tak? Otóż diagnoza jest bardzo prosta - pośpiech. Decydenci z DC nie dali ludziom jeszcze ochłonąć po sukcesie trylogii Nolana i musieli się przez to zmierzyć z ciągle żywym fenomenem Jokera/Ledgera, Batmana/Bale'a i innych bohaterów. I zwyczajnie nie dali rady. Bo nie mogli. Tamte filmy, pomimo swoich niedoskonałości, były szczytowym osiągnięciem gatunku, a ich przeskoczenie było, na tym etapie, praktycznie niemożliwe. Moim zdaniem, podobnie sprawa będzie się miała w przypadku kolejnych produkcji Marvela, który (chcąc, czy nie chcąc) zakończy współpracę z aktorami, którzy stworzyli obecne, legendarne już dla niektórych postacie. Pierwszymi z brzegu są Chris Evans i Robert Downey Jr. Im się zwyczajnie kończą kontrakty, lub się starzeją. Prędzej czy później kolejni twórcy wpadną na pomysł, żeby opowiedzieć od nowa historie Kapitana Ameryki, Iron Mana. I polegną. Muszą. Tak działa bowiem kino. Nic nie trwa wiecznie.

Znalezione obrazy dla zapytania iron man sad

Póki co kolejne filmy od Marvela i DC biją rekordy oglądalności. Wytwórnie sprytnie wprowadzają drugoligowych bohaterów, którzy rosną przy ikonach. Jednak jak legendy znikną, to sami następcy nie będą w stanie podnieść ciężaru wymagań widzów. A oni mają jednak coraz wyższe oczekiwania. To taki mały paradoks - to co zbudowało świetność gatunku, stanie się przyczynkiem jego upadku. To się już dzieje. Moim zdaniem wielu dojrzałych kinomanów oszczędzi już sobie seans "Ligi Sprawiedliwości". Cała nadzieja producentów pozostała już tylko... w młodzieży. Im jeszcze "Legion" i "BvS" się podobały. Przeczuwam jednak, że niedługo ktoś zaproponuje im alternatywę i nastolatkowie sięgną po nią z wielką chęcią. Dojdzie wtedy w kinie do prawdziwego Ragnaroku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz