
"Nie wszyscy, co naigrawają się ze swych łańcuchów, są wolni."
Dawno nie spotkałem się z tak niejednoznacznym i skomplikowanym filmem, jak "Captain Fantastic". Dużo jest tu problemów i tematów, na które najzwyczajniej nie ma prostej odpowiedzi. Pytanie zatem jest następujące: czy warto jej w nim szukać? Moja odpowiedź jest twierdząca. I już tłumaczę dlaczego.
Zacznę od fabuły. Jest to historia rodziny, która postanowiła odciąć się od zakłamanej cywilizacji i żyć na łonie natury (a to bliskie końskiej duszy), zgodnie z własnym sumieniem i zasadami. Poznajemy ich codzienne rytuały,filozofię życia, metody przetrwania, trening i naukę. Trzeba przyznać, że dobrze prowadzenie kamery i stopniowe wprowadzanie widza w szczegóły świata Cashów, jest niezwykle udane, a sami bohaterowie robią od początku mocne wrażenie. Jak to bywa w kinie, idylla nie może jednak trwać wiecznie. W ich małej/wielkiej rzeczywistości dochodzi do pęknięcia - mama popełnia samobójstwo. Zetknięcie z tragedią i niezrozumiałym zjawiskiem obnaża niedoskonałości i ukryte dramaty poszczególnych członków rodzin. Nadchodzi czas na prawdziwą weryfikację przekonań i powrót do cywilizacji, który jak się domyślacie, nie będzie łatwy.
Co z tego wszystkiego wynika? I dlaczego nie jest, jak wspominałem, łatwo o jasne odpowiedzi? Tu przechodzimy do trudniejszej części... Nie mam zamiaru rozwodzić się nad słusznością wyznawanych przez bohaterów ideałów. Nie mi je rozstrzygać. Jestem tylko koniem... Mam świadomość, ze dla niektórych mogą one być obrazoburcze, a dla niektórych nawet... profanacyjne. Nie sądzę jednak, aby to było najważniejszym przesłaniem całego filmu. Twórcy uderzają mocnymi tekstami i skrajną filozofią. Zdaję sobie sprawę, że znajdą się osoby, które może zszokować scena spłukiwania prochów matki do... ubikacji. Wydaje mi się jednak, że pomimo skrajności... naprawdę rozumiem punkt widzenia Bena i Leslie Cash, którzy zdecydowali się na tak radykalny krok, jakim jest odcięcie od cywilizacji, powszechnej edukacji, rozwoju technologicznego. Wydaje mis się, że chcieli być po prostu prawdziwi. Założenie to jest piękne i nieomal dziewicze, ale, jak się okazuje później, utopijne i niemożliwe do spełnienia. Matt Ross w swoim filmie udowadnia nam, że wszelkie skrajności nie są dobre, nawet jeżeli ich założenie jest, w jakimś sensie... słuszne. Bo czy bycie prawdziwym i życie zgodzie ze swoimi przekonaniami takie nie jest? Powiecie, że mimo wszystko twórcy obstawiają za skrajną postawą i udowadniają rację bohaterów. Dają przecież na to dowody. Zgadza się. Przykładowo, wszystkie pociechy Cashów są wszechstronnie i gruntownie wyedukowane przez swoich rodziców i udowadniają to w kilku scenach. Przeczą zatem koronnemu argumentowi o krzywdzeniu ich poprzez odcięcie od edukacji. Na czym polega zatem problem? Okazuje się, że całkowita rezygnacja z kontaktu ze światem doprowadzić może do dramatycznego z nim zderzenia, które może być zbyt drastyczne i szkodzić dzieciom... jak i dorosłym. Mało tego, twórcy pokazują też, że całkowita negacja zastanej rzeczywistości i reguł społecznych może doprowadzić do zagrożenia i zła. Okazuje się, że Ben, grany fantastycznie przez Viggo Mortensena, nie wlicza jednego czynnika do swojej doskonałej wizji wychowywania i świata - czynnika ludzkiego. A konkretnie siebie. Jest to doskonały dowód, że "nie wszyscy, co naigrawają się ze swych łańcuchów, są wolni." Z drugiej strony obraz pokazuje nam, że nie można jednoznacznie odrzucać swoich ideałów. Dlaczego? Zobaczcie sami. I tak już zbyt wiele zdradziłem.
Jeszcze raz zaznaczam - warto, i jeszcze raz warto obejrzeć "Captain Fantastic". Nawet jeżeli niektórych z was zabolą, lub obruszą niektóre kwestie ideologiczne zawarte w filmie, to postarajcie się go obejrzeć do końca. Postarajcie się wyjść poza siebie i zastanowić się co chcą nam przekazać jego twórcy. Mogę na was liczyć?
Końska ocena: 7/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz