Mały książę
Życie nasze toczy się według schematów, często narzucanych nam przez świat zewnętrzny. Jeden z nich jest taki: dziewczynki marzą o księciu z bajki, później dorastają i zderzają się z rzeczywistością. Zamiast księcia, wychodzą za zwykłego, solidnego faceta, który zapewni im stabilność i szczęście. W komedii romantycznej Tirarda, sytuacja ta jest odwrócona - prawniczka, która rozwiodła się ze swym wspólnikiem, poznaje prawdziwego księcia z bajki - bogatego, wykształconego architekta, który nie stroni od ekstremalnych doznań i jednocześnie jest chodzącym dobrem. Do tego kawał z niego przystojniaka, o ile mogę to ocenić z końskiej perspektywy. Jest oczywiście mały (tak, to dobre słowo) problem - książę ma 136 cm wzrostu. Kochankowie muszą się zmierzyć przez to z masą problemów, aby udowodnić sobie i innym, że się kochają.
Historia ta wydaje się i jest bardzo standardowa. Nie zaskoczycie się tu jakimś niespodziewanym zwrotem akcji. Nie będziecie też pękać ze śmiechu. Zabawnych momentów jest kilka - nie one są najważniejsze w tym filmie. Przede wszystkim jest to bowiem historia o przełamywaniu stereotypów i barier, które są często hamulcem dla prawdziwych uczuć. W tym aspekcie komedia Tirarda zdaje egzamin w całości. Może jest troszkę sztampowa, nie brakuje tu kiepskich, przeszarżowanych scen, ale nie ma zbyt wielu komedii, które tak jasno i klarownie nazywają rzeczy po imieniu. Wszystkie błędy i pomyłki są przez to jak najbardziej znośne a zderzenie z rzeczywistością głównej bohaterki, jest prawdziwe, nawet pomimo bajkowej otoczki. Dobry casting i ujęcie postaci to kolejny plus tej komedii. Ujmujący jest przede wszystkim Jean Dujardin jako Alexandre. Jego rola, zróżnicowana i przejmująca, to prawdziwa wisienka na torcie.
Jeżeli macie więc ochotę na przyjemną, trochę kliszową historię o miłości, której na drodze stają stereotypy i opinie innych ludzi, to zachęcam was do obejrzenia "Faceta na miarę". Sądzę, że się nie zawiedziecie.
Końska ocena: 7/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz