niedziela, 19 marca 2017

Jeszcze tylko jeden - "Przełęcz ocalonych"

Przełęcz ocalonych (2016), reż. Mel Gibson

Znalezione obrazy dla zapytania hacksaw ridge

Na początku zadam wam dwa proste pytania. Pierwsze: czy jest tu ktoś, kto nie oglądał "Walecznego Serca"? Drugie: czy ktoś uważa ten film za słaby? Stawiam cały swój zapas owsa osobie, która odpowie twierdząco na obydwa pytania. Teraz mogę przejść do tekstu właściwego. Mel Gibson przez lata w Hollywood był postacią wyklętą - odsunięto go od branży filmowej, śmiano się z niego w "South Parku". Jednym słowem - życie australijskiego artystyw ciągu ostatnich paru lat nie było usiane różami. Przyznajcie, że mimo tego wielu z was i tak pałało do niego sympatią, mając na uwadze jeden fakt - Mel jest naprawdę wybitnym reżyserem i zrobił w swojej karierze kilka prawdziwych perełek. Na szczęście nadszedł moment, w którym mógł udowodnić swoją klasę po raz kolejny. "Przełęcz ocalonych" jest w końcu oczekiwanym przez wielu powrotem Gibsona na filmowy piedestał.


Znalezione obrazy dla zapytania hacksaw ridge

Mówiąc szczerze, trudno jest doszukać się słabości w najnowszym dziele twórcy "Pasji". Mamy wyrazistego bohatera, świetnie odegranego przez Andrew Garfielda. Jest też niesamowita, oparta na faktach historia o wytrwałości, zasadach moralnych i sile charakteru, którą wykuwa się poprzez cierpienie. Bardzo ciekawym pomysłem, było podzielenie obrazu na dwie części. W obydwu poznajemy Desmonda Dossa stającego na krawędzi, zderzającego się z okrucieństwem świata i jego katastroficzną irracjonalnością. Wydaje się, że bohater dwukrotnie staje przed decyzją niemożliwą do podjęcia, a mimo to ją podejmuje. Wbrew światu, wbrew kompanom, dowódcom... wbrew Bogu. To jest, moim zdaniem, najmocniejszy element całego filmu.

Osobny akapit warto poświęcić wizualnej scenie dzieła. Sceny batalistyczne, do czego reżyser nas zdążył przyzwyczaić, są jednocześnie brutalne i doskonale zrobione. Gibson nie patyczkuje się z widzem i udowadnia, że nic nie stracił ze swojej intuicji, umiejętności patrzenia, oraz wizji przestrzennej. Zderzenie rzeczywistości, klimat uzyskany poprzez zdjęcia, prowadzenie kamery to najwyższy reżyserski top. Ukłony, mistrzu! Na oklaski zasługuje też świadome czerpanie z dorobku klasyków - nawiązania do kultowych filmów wojennych, jak "Full Metal Jacket", czy "Czas apokalipsy" są dla wnikliwego widza jasne. Nie są jednak nachalne i wprowadzane na siłę, a raczej stanowią element wzbogacający całość.


Podobny obraz

Nie byłbym koniem, gdybym nie znalazł jakiejś rysy na tym doskonałym dziele. Wbrew pozorom jest ich kilka. Począwszy od nadmiernego patosu w końcówce, który minimalnie zazgrzytał gdzieś z moim poczuciem estetyki, po wybór dwóch aktorów drugoplanowych - nie przepadam za Samem Worthingtonem i Vincem Vaughnem. Nie pasowali mi do tego filmu kompletnie. Zwłaszcza Vaughn, który nie potrafi pozbyć się tego głupkowatego pół uśmieszku z twarzy, nawet gdy postrzelą go w nogę. Więcej grzechów "Przełęczy ocalonych" nie zauważyłem, proszę o pokutę i docenienie.

Czas na krótkie podsumowanie - najnowszy film Mela Gibsona to zdecydowanie pozycja numer jeden spośród filmów wojennych kilku ostatnich lat. Jest to obraz, który wejdzie na stałe do kinematografii światowej i zajmie tam zasłużone miejsce obok innych klasyków gatunku. Nic, tylko oglądać!

Końska ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz