poniedziałek, 20 marca 2017

Łaska pańska na pstrym koniu jeździ - recenzja "Park Jurajski"

"Park Jurajski" (1993), reż. S. Spielberg

Podobny obraz

Jakoś tak rozochociłem się z rana, dobrego owsa podjadłem i na wspominki filmowe mnie wzięło. Zajrzałem na największe portale filmowe i... wtedy to dopadła mnie nagle melancholia i chwyciła niczym silny kowal pęcinę. Pomyślałem: "są rzeczy, o których koń napisać musi". Jedną z nich jest taki w kopyto film pewnego pana o nazwisku Spielberg, a jest nim "Park Jurajski". 

Wiem, wiem - ileż to już o "Parku" nie napisano, ileż nie przegadano, a jednak przemawiając językiem "dobrej zmiany" - o tym wciąż warto rozmawiać. Szczególnie, kiedy jest się koniem, który za źrebaka uwierzył w ewolucję i dinozarły, niczym w jakiegoś nowego, wspanialszego boga. Tylko takiego z kłami, szponami i ogonem. Kto mnie zna, ten wie o czym mówię. Ale do rzeczy. 

Fabuła "Parku Jurajskiego" jest chyba wszystkim znana, ale i tak czuję się w obowiązku z nią Was zaznajomić. Pewien pocieszny, siwiutki multimilioner, John Hammond, miał dream i tak sobie w nim wyśnił, że zamiast teatru pcheł, którego był posiadaczem za młodu, stworzy najwspanialsze widowisko w dziejach - park żywych dinozaurów. Wyhodował zatem w laboratorium takie fajne, wymarłe parę lat wcześniej stworzonka, które lubią jadać tony zielska, albo... ludzkie mięso. Umieścił te wszystkie stworki na swojej wyspie i trzymał pod prądem, aby ku uciesze pokazać wam, ludziom. Zabawa z takimi atrakcjami, jak się okazało, nie jest łatwa. Jakiś szczwany dinuś zagryzł jednego czarnoskórego (jak to zwykle w amerykańskich filmach, pierwszy ginie Afroamerykanin) pracownika parku i zaczął się problem. Pan Hammond, aby uratować swój sen, zaprosił wybitnych ekspertów, aby przekonali inwestorów (mądre słowo) o bezpieczeństwie jego zoo. Oczywiście wszystko trafia szlag i zaczyna się jazda, którą po dziś dzień oglądam z rozwartymi chrapami i błyszczącymi ślepiami.

Cóż w tym fascynujacego, zapytacie? Scenariusz, jakich wtedy wiele. Aktorzy? Nie ci z pierwszej ligi. Co zatem urzekło widzów lat 90. i spowodowało dinomanię na całym świecie? Tak rozmyślam naad ty od lat i znajduję dużo powodów, ale żadnego głównego. Może to przez tę aurę tajemnicy, osnuwającą zagrzebane w ziemi gigantyczne kości? A może to trwoga, jaką wywołują ogromni tytani zamierzchłych czasów, kiedy to nawet mój dziadek prakoń nie biegał po łące? Trudno mi ocenić. W każdym razie "Park Jurajski" stał się fenomenem, spełnionym snem marzycieli i fascynatów lat 90. Dziwne to i nietypowe, bo filmów o przerośniętych jaszczurkach było przeca od groma. I tutaj kłania się nam pan Szpilberg, który umie zrobić tak magiczne "PUF" i połączył po raz pierwszy na taką skalę CGI z animatronikami! Nie ważne, że obecnie efekty specjalne nie wydają się już tak przekonujące, jak kiedyś, chociaż wciąż wydają się o niebo lepsze od większości współczesnych. Zostawiam też w stajni wątpliwe kwestie naukowe, dawno już obalone i zakwestionowane przez "szpecjalistów".

Istota tkwi w klimacie, muzyce, budowaniu napięcia, którego mistrzem jest twórca m.in. "Indiany Jonesa", czy "E.T.", czyli mistrz Stevem. Reżyser tworzy nowy mit, legendę, nie bombarduje nas ilością efektów, tylko pozostawia niedosyt. Chcemy dinusiów więcej i więcej. No i ma T-Rexa, prawdziwego króla, który gdy wkracza na ekran po raz pierwszy to kopara opada gdzieś na siano, a sierść podnosi się na skórze.

Skąd zatem wspomniana na początku melancholia? Otóż, dzisiaj wystukując kopytkami po internetach, znajduję takie dziwne kwiatki, opinie młodzieży i malkontentów (tak, znów mądrze - wikisłownik chodzi), zachodzę w głowę, czy to ja jestem zgrzybiały i nie na czasie, czy też nowe pokolenie nie rozumie, czym jest dobra rozrywka. Okazało się, że to arcydzieło Nowej przygody ma średnią ocen na filmwebie w wysokości 6,9/10, co uważam najzwyczajniej w świecie za skandal. Jak widzę noty jakichś "Transformersów 32424667", śmiesznych "Iluzji" z oceną znacznie przewyższająca moje ukochane gady, to ogon mi opada. Co począć ze sobą w tym smutnym świecie? Pańska łaska na pstrym koniu jeździ - jak dobrze to pasuje do tematu...

Ja postanowiłem nie zmieniać podków. Uważam, że są stare, ale jare. Może dodam trochę marchewki, to tego niesmacznego obroku - ucieszyło mnie niezmiernie to, że w zeszłym roku taki sukces odniósł "Jurassic World", ale... to nie do końca to samo. Tam jest tego wszystkiego... za dużo. A efekty? Sami sobie porównajcie (na górze macie T-Rexa z Parku, a na dole z JW).

Rżę zadumany,
Koń

Końska ocena: 9/10

Znalezione obrazy dla zapytania jurassic world t-rex

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz