środa, 27 września 2017

"To" jest dobre.

To (2017), reż. Andres Muschietti

Znalezione obrazy dla zapytania to

Prawda jest taka, że od kilku lat adaptacje prozy Stephena Kinga, delikatnie mówiąc, nie prezentowały poziomu tych z lat 80. (Lśnienie), czy 90 (Zielona Mila, Skazani na Shawshank). Ostatnią w miarę solidną produkcją opartą na opowiadaniu mistrza horroru, była moim zdaniem Mgła z 2007 roku. Oprócz tego panowała posucha. Nie zdziwicie się więc, że byłem zaniepokojony kiedy w mediach pojawiła się informacja o powstawaniu nowej wersji To. Jako z zasady koń oryginalny, nie przepadam za wszelkiego rodzaju remake'ami, przeróbkami dzieł raz zrobionych. Musicie też wiedzieć, że za źrebięcych lat... panicznie bałem się To z 1990 roku. Mając więc wciąż w pamięci postać Pennywise'a graną przez genialnego i przerażającego Tima Curry'ego, uważałem, że pomysł sam w sobie jest nietrafiony. Ku memu zaskoczeniu, najpierw zwiastuny, potem recenzje, zaczęły mnie  przekonywać do zmiany zdania. Postanowiłem więc zmierzyć się ze swoją traumą i pogalopowałem do kina. Jak się okazało, nie rozczarowałem się.

Znalezione obrazy dla zapytania it

Historia terroryzowanej przez demonicznego klauna grupy dzieciaków z lat 80. w małym miasteczku Derry, jest poprowadzona całkiem sprawnie i z odpowiednim wyważeniem. Być może początkowo zbyt wiele tu momentów opierających się  na prymitywnym zabiegu "uga, buga!". Można by oczekiwać czegoś więcej. Ale nie jest to przypadkiem wpisane w schemat gatunku? W końcu w horrorze muszą być straszaki! W produkcji Muschiettiego są one bardzo dobre, niemal psychodeliczne.

Oglądając To, nie bez kozery na myśl przychodzi Stranger Things. Nie chodzi tu nawet o samego Finna Wolfharda, który gra jedną z drugoplanowych postaci, ale o klimat kina Nowej Przygody, jaki bije od pierwszych scen filmu. Okraszony elementami horroru i samym (genialnie odegranym przez Billa Skarsgårda) Pennywisem, tworzy bardzo smaczną mieszankę, skierowaną do widzów w różnym wieku. Nie w tym jednak tkwi prawdziwy sukces adaptacji powieści Stephena Kinga. Moim zdaniem największą siłą To są świetnie napisane  i zagrane postacie dzieci, które walczą z demonem w przebraniu klauna. Na pierwszy plan, pomimo tego, że wszyscy oczekują na pojawienie się Pennywise'a, wysuwają ich problemy okresu dojrzewania i różnorodność charakterów, na których żeruje demon. Oczywiście, fani wzoru książkowego powiedzą, że w książce i tak jest tych elementów więcej i są bardziej zintensyfikowane, ale ja po końsku uważam, że jak na dwugodzinny film, dostaliśmy i tak całkiem ciekawą, pogłębioną historię, która naprawdę straszy. Oczywiście, są tu słabsze momenty, niedopowiedzenia i błędy logiczne, ale nie brak ich też u samego Kinga. Ja bym się więc za bardzo nie czepiał. Przyznam się też bez bólu, że klauny śniły mi się całą noc po seansie. To chyba dobra rekomendacja, prawda?

Znalezione obrazy dla zapytania to

Uważam, że mało znany reżyser, jakim jest Andres Muschietti (Mama), bardzo dobrze podołał zadaniu, jakim jest stworzenie adaptacji kultowej książki. Kiedyś już wspominałem, jak trudną misją jest podołanie wzorowi literackiemu. Film Muschiettiego wejdzie natomiast do grona najlepszych adaptacji Kinga. Wbrew moim wcześniejszym obawom, okazało się też, że To bardzo udana próba stworzenia nieco innego horroru w starym stylu. Już zacieram kopytka na kontynuację, która pojawi się w kinach w 2019 roku. Bohaterowie będą w niej już dorośli, a dorośli... mają o wiele większe problemy niż dzieci. To znaczy, że Pennywise będzie miał więcej możliwości do rozwinięcia swojego przerażającego potencjału...

Końska ocena: 7,5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz