środa, 29 marca 2017

Bohater na jakiego zasługujemy - recenzja "Logan: Wolverine"

"Logan: Wolverine" (2017), reż. James Mangold
Znalezione obrazy dla zapytania logan

Dzisiaj postanowiłem wyjść trochę poza swoją końskość i całkiem poważnie napisać o "Loganie". W końcu to ostatnie pożegnanie, a na pogrzebie każdy, nawet koń, powinien potrafić się zachować. Na początku wytłumaczę się z tytułu tego tekstu: otóż pierwszym skojarzeniem, jakie mi przyszło do głowy, siadając do recenzji ostatniej odsłony przygód Rosomaka z Hugh Jackmanem, były właśnie słowa z kultowego już "Mrocznego Rycerza". Dlaczego? "Logan" jest bowiem filmem o Wolverinie, na jaki zasługiwaliśmy. Tak jak główny bohater, nie jest perfekcyjny, ma swoje słabości. Nie jest też efekciarski, a to dużo, patrząc na inne filmy gatunku. Jest przy tym szczery, brutalny i surowy. Moim zdaniem to też film, który wskazuje możliwy kierunek, w jakim podąży kino superbohaterskie, żegnające się ze starzejącymi się ikonami, które wrosły w swoje role tak mocno, że nikogo więcej w nich nie możemy sobie wyobrazić.

Historia styranego życiem mutanta opiekującego się stetryczałym Profesorem Xavierem, od samego początku znamionuje nam zupełnie inne kino, niż to, do jakiego przyzwyczaiły nas poprzednie filmy serii. Znamionuje już to sama scena otwarcia. Jest ona preludium tego, co oferuje nam Mangold przez cały seans - zmarnowanego, zmęczonego życiem i alkoholem Logana napadają zwyczajni bandyci. Nie jest im łatwo sprowokować mutanta, a jego rany nie goją się już tak szybko. Dopiero doprowadzony do ostateczności, pokazuje że wciąż potrafi zrobić niezłą jatkę, przedstawioną w końcu bez żadnych zahamowań i zbędnego wygładzania. Krew się leje, kończyny odpadają. Jeżeli jednak oczekujecie rollerrcoastera pędzącej akcji, kanonady następujących po sobie scen walk, brutalności i efekciarstwa, których sporo było w poprzednich odsłonach, to słono się rozczarujecie.

Podobny obraz

Wydaje mi się, że "Logan" może stać się filmem, który będzie wyżej oceniany po latach, niż obecnie. Pomimo pozytywnego odbioru obrazu przez widzów i krytyków, ciężko w recenzjach o zachwyty i peany. I nie ma się czemu dziwić. Zbyt dużo tu, jak na wymogi gatunku, niepotrzebnych dłużyzn i przystanków. Mimo oczekiwanej brutalności z kat. R, można też się przyczepić do scen walk. O ile sam Wolverine, mimo słabości, przekonuje w nich na równi z poprzednimi filmami, to Laura, czyli dziewczynka posiadająca podobną mutację co główny bohater, już nie do końca. W ogóle wprowadzenie elementu młodych mutantów jest, moim zdaniem, największym mankamentem całego filmu. Dziwią was moje oskarżenia wobec twórców? Pozwólcie, że je zatem wytłumaczę - błędy i potknięcia, które wymieniłem, wcale nie skreślają całości, a wręcz przeciwnie. To właśnie te sceny, które wydają się najbardziej niepotrzebne, przygnębiające, mają swoją wielką wartość.

"Logan" jest typowym kinem drogi. Klimatem bardzo przypomina mi westerny z Clintem Eastwoodem, z trylogią dolarową na czele, oraz "To nie jest kraj dla starych ludzi" Coenów. Nie wiem, czy to ze względu na surowość, nieokrzesanie głównego bohatera, dobór scenerii, czy wspominane już dłużyzny i przystanki. Kluczem do całości jest jednak chyba sama wędrówka. Podróż jaką odbywa Wolverine, wraz z Laurą i Charlesem, nie jest dla niego jednak czasem przemiany, ale powrotu do źródeł. Nie chodzi już o ratowanie świata, ludzkości, ale pomoc krzywdzonym młodym mutantom, rodzinę i to, czego zawsze Rosomakowi brakowało - bliskość i spokój sumienia. Zasiadając do seansu musicie mieć zatem świadomość jednego - obejrzycie dramat obyczajowy, w którym jedynie dodatkami są szpony, walka i pazury.

Mówiąc szczerze, przez cały film zastanawiałem się, dlaczego umiejętności Logana się osłabiły i czemu się starzeje. Doczytałem później, że jest to naturalny wynik jego mutacji. Nie jest on nieśmiertelny, po prostu starość postępuje w nim wolniej niż u wszystkich. Nie zmienia to faktu, że serce fana krwawi widząc niezwyciężonego, twardego i nieokrzesanego Logana, upadającego raz za razem pod uderzeniami oprychów, których zmiótłby małym palcem w latach swojej świetności. Uspokoję was trochę - jest to rekompensowane w jednej scenie. Nie zdradzę wam jednak w jakiej. Nie zmienia to faktu, że rozstanie z Rosomakiem jest bolesne. James Mangold zaryzykował stawiając na taką, a nie inną konwencje swojego filmu. Moim zdaniem wygrał. Docenimy to jednak w przyszłości. "Logan" jest bowiem pierwszym całkowicie świadomym filmem kinowym Marvela (co udowadnia nam kadr na samym dole). Nie jest może najwybitniejszym (na ten dzień) dziełem o X-Menach Marvela, a fani "Przyszłości, która nadejdzie" nie zmienią swojego numeru jeden w uniwersum. To jednak o ostatnim filmie z Jackmanem w roli Wolverine'a będziemy mówić po latach.

Końska ocena; 8/10 (na ten moment)

Znalezione obrazy dla zapytania logan

2 komentarze:

  1. Zawsze podobała mi się konwencja nieidealnych superbohaterów (jak w Watchmen), dlatego Logana wpisuję na listę "must watch".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Antybohaterowie to jedyny możliwy kierunek kina superbohaterskiego!

      Usuń